Stół, który mówił po amerykańsku
Wybitna
Ocena redakcji
O czym jest ta książka
Zacznijmy od rzeczy, którą trudno napisać z kamienną twarzą, a która w powieści Łyskawy stanowi oś całej konstrukcji: tytułowy Jeffrey Waters jest stołem. Mówiącym, myślącym, świadomym stołem, który uważa się za Amerykanina. Autor odkrywa to przed czytelnikiem dopiero po kilkudziesięciu stronach, a dokładniej - gdzieś w pierwszej jednej trzeciej powieści - więc nie ma tu tak naprawdę spoilera, jest raczej zaproszenie do zaakceptowania reguł świata, w jakim ta historia się rozgrywa.
Wokół Jeffreya rozciąga się saga rodziny Hartów z fikcyjnego miasteczka Copperfield. To familia drwali, stolarzy i meblarzy, w której ktoś zakłada firmę, ktoś inny ją dziedziczy, ktoś ucieka, ktoś wraca. Są tu pokolenia, są ich dzieci, są sąsiedzi: ukrywający się przed światem rzeźbiarz, tajemniczy irlandzki ksiądz, galeria postaci, z których każda mówi własnym językiem i własnym rytmem. Nie ma jednego narratora - Łyskawa oddaje głos kolejnym bohaterom, zmienia rejestry, miesza czasy, wplata fragmenty wierszowane i pastisze dostojnych oryginałów literatury amerykańskiej. Dzieje Hartów nie toczą się chronologicznie - rozsypują się jak meble w warsztacie, żeby czytelnik złożył je sam.
Kiedy na scenę wchodzi Jeffrey - stół, który nagle zaczyna mówić - świat zewnętrzny wariuje. Akcja obejmuje epokę po 11 września, Ameryka szuka Osamy bin Ladena i Saddama Husajna, ale nagle cała energia mediów, biznesu i polityki przenosi się na gadający mebel z Copperfield. Bono nagrywa o nim piosenkę. Dziennikarze koczują pod domem. Politycy wydają oświadczenia. Jan Paweł II zabiera głos. Anonimowi wcześniej mieszkańcy trafiają przed kamery. A Łyskawa używa tej absurdalnej sytuacji do czegoś bardziej poważnego - do wiwisekcji amerykańskiego snu, kultu celebryty, religijności, rodziny, a przede wszystkim języka, który ten wszystkich opisuje.
Dlaczego to jest ważna książka
Debiut Łyskawy to jedno z niewielu zjawisk w polskiej prozie ostatnich lat, które rzeczywiście wyłamuje się ze schematów i konwencji. Krytyka porównała „Prawdziwą historię…” do „Niewyczerpanego żartu” Davida Fostera Wallace'a, do prozy Thomasa Pynchona i George'a Saundersa - i nie są to porównania na wyrost. Od strony językowej to majstersztyk; Łyskawa operuje polszczyzną, która dziś w krajowej prozie jest unikatem, rozpiętą między wysokim rejestrem literackim a brawurową grą z mową potoczną, makaronizmami i konstrukcjami pseudołacińskimi. Każda postać ma inny język - i to nie jest manieryzm, tylko narzędzie konstrukcji świata.
Od strony kompozycji - też perfekcja. Na pierwszy rzut oka powieść wydaje się rozsypana, nieciągła, wielogłosowa do granic czytelności. W praktyce wszystko tu się zgadza, wszystko się łączy. To powieść-zegar, w którym widać wszystkie tryby, ale żeby zobaczyć, że idą w jednym kierunku, trzeba mieć cierpliwość do pierwszych stu stron.
Trzeba też powiedzieć uczciwie, że to nie jest powieść dla każdego. Struktura jest wymagająca. Zmienne rejestry, zmienni narratorzy, brak linearnego czasu, wątki, które pozostają otwarte - wszystko to stawia przed czytelnikiem wyzwanie. Część recenzentów zarzuca Łyskawie nadmiar, efekciarstwo, zbyt wiele nici pozostawionych bez rozwiązania. W tych zarzutach jest ziarno prawdy - „Prawdziwa historia…” w pierwszej ćwiartce potrafi zmęczyć i zdezorientować. Ale jeśli czytelnik da się wciągnąć w reguły gry, jeśli zaakceptuje, że stół mówi, a czas się nie klei, to w nagrodę dostaje powieść, której drugiej takiej w tym roku w Polsce nie wydano.
Dla kogo
Ta powieść to jednoznaczna rekomendacja dla czytelników, którzy lubią literaturę gęstą, ambitną, wielogłosową - fanów Pynchona, Wallace'a, Saundersa, ale też rodzimej tradycji Masłowskiej i Dukaja. Dla tych, którzy szukają debiutu z prawdziwego zdarzenia, a nie kolejnego dobrze napisanego obyczaju. Dla ludzi, którzy traktują czytanie jak wysiłek, z którego warto wrócić zmęczonym. Mniej poleciłbym ją osobom szukającym prozy gładkiej, liniowej, z jasnym przesłaniem — tu nic nie jest podane na tacy i nie wszystko zostaje wyjaśnione.